Przed zupełnie inną, tryumfalną bramą w Katowicach, Wojciech Korfanty, witając w 1922 roku wkraczające wojsko polskie, dał wyraz swoim nadziejom w słowach:
Wierna swym tradycjom wolnościowym Polsko przyjmij wszystkich tej ziemi mieszkańców dobrej woli jako dzieci swoje, przyjmij ich bez względu na różnice języka i wiary i daj świadectwo wielkiej prawdzie, że w nowoczesnym państwie dla wszystkich wyznań i języków jest miejsce pokojowej i twórczej pracy dla dobra ludzkości.
Marzenia te zostały pogrzebane za bramami takimi jak ta na Zgodzie. W nowej Polsce, budowanej według sowieckiego modelu, miejsce dla ludzi różnych wyznań i języków znalazło się w bydlęcych wagonach, za więziennymi kratami i obozowymi drutami. Nowa władza postanowiła rozprawić się nie tylko z politycznymi przeciwnikami i „wrogami klasowymi”, ale również z językową i etniczną różnorodnością. W tym ostatnim wspierana przez większość sił politycznych i znaczną część społeczeństwa. Polityka ta szczególnie brutalnie dotknęła ludy kulturowych pograniczy: Górnoślązaków, Warmiaków, Mazurów czy Słowińców.
Józef Mackiewicz, wybitny pisarz i bezwzględny krytyk wszelkiej współpracy z systemem sowieckim skonstatował:
Komuniści, jeszcze z doświadczenia wojny domowej wiedzą, że niczym tak się nie przyciąga i nie wiąże ze sobą nacjonalizmu, jak popieraniem jego nienawiści do innego narodu.
Komunizm dokonał żywota, ale duch nienawiści do Innego, pogardy dla odrębności i różnorodności jest w Polsce wciąż obecny. Manifestuje się w narzucaniu jednej wizji historii, piętnowaniu ludzi za ich tożsamość, kwestionowaniu prawa do oświaty w języku ojczystym, próbach wykluczenia z publicznej debaty mniejszości lub dążeniach do zmarginalizowania ich głosu. Ma znaleźć niebawem swój wyraz w planowanym przez polityków Prawa i Sprawiedliwości opolskim marszu pod hasłem „Tu jest Polska”.
Tymczasem, jak pisał Mackiewicz, „społeczeństwo winno być jak rozwarty szeroko wachlarz. Im więcej ponad 180 stopni rozwarcia tego wachlarza, tym więcej świadczy o dojrzałości, dynamice, a więc i bogactwie myśli społeczeństwa. Podczas gdy zwinięty w mocnej garści robi wrażenie raczej krótkiej pałki”. Zwornikiem owego wachlarza powinny być wspólne, ogólnoludzkie wartości, z których wynika umożliwiający porozumienie wspólny język. Nie jeden język narodowy, narzucany przez szkołę i administrację, lecz język uniwersalny. Ten, który totalitaryzmy, ale także nacjonalizmy, usiłują zniszczyć odbierając słowom ich dawne znaczenie. Z otaczanej na Górnym Śląsku szacunkiem pracy czyniąc instrument udręczenia człowieka, patriotyzm – rozumną miłość ojczyzny – sprowadzając do podsycanego nienawiścią do obcych bezkrytycznego kultu państwa, a rację stanu interpretując nie jako dobro wspólne obywateli, lecz narzędzie opresji.
Po dziewięćdziesięciu latach wezwanie Korfantego wciąż pozostaje aktualne, a jego nadzieje w dużym stopniu niespełnione. W Dniu Pamięci o Tragedii Górnośląskiej 1945 trzeba upomnieć się o świadectwo, którego pragnął.
