Kości zostały rzucone

Spójność czynów z deklaracjami stała się w polskiej polityce dziwactwem. Rzadką osobliwością, która intryguje, ale także powoduje irytację. Potwierdza to reakcja polityków Platformy Obywatelskiej na opuszczenie przez Ruch Autonomii Śląska koalicji w sejmiku województwa śląskiego. Sekwencja zdarzeń była przejrzysta. Z dniem 31 marca dyrektor Muzeum Śląskiego przestał pełnić swoje obowiązki. Na najbliższej sesji sejmiku RAŚ ogłosił opuszczenie koalicji. Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią, że pozbycie się Leszka Jodlińskiego z przyczyn politycznych oznaczać będzie rozstanie z PO. A że o politykę tu chodzi, nie ulega najmniejszej wątpliwości.

Przypomnijmy. Początkiem kłopotów dyrektora muzeum był atak części polityków Platformy na założenia scenariusza wystawy stałej historii Górnego Śląska w budowanej siedzibie Muzeum Śląskiego. Nie trzeba było długo czekać, by larum podniosły też PiS i SLD. Wsparcia przeciwnikom koncepcji firmowanej przez dyrektora Muzeum Śląskiego udzielił również prezydent Komorowski, który podczas wizyty w Katowicach zapytał jedną z profesorek: „Dlaczego państwo ze środowiska naukowego utrudniacie prowadzenie patriotycznej polityki historycznej?”. A przy innych okazjach z troską apelował o to, by Muzeum Śląskie reprezentowało „polską rację stanu”.
Marszałek Sekuła, który objął stanowisko zwolnione po grudniowej klapie Kolei Śląskich, przyszedł z Warszawy z jasno określonym celem – pozbyć się muzealnika. Nie pomogło, że dyrektor, poza statutową działalnością placówki, wzorowo prowadził inwestycję, dla której inne przedsięwzięcia w województwie – jak koleje czy modernizacja Stadionu Śląskiego – mogą być jedynie czarnym ekranem. Jeszcze w marcu ogłosił, że oszczędności sięgną około 50 milionów złotych. Cóż z tego, kiedy marszałek Sekuła, nadzorujący od stycznia sprawy kultury w województwie, opóźniał ogłoszenie konkursu na stanowisko dyrektora muzeum, czekając do wygaśnięcia umowy Jodlińskiego. Tajemnicą Poliszynela jest, że trwa gorączkowe poszukiwanie kandydata, który mógłby „wygrać” z niemile widzianym muzealnikiem. Tak, by nową siedzibę Muzeum Śląskiego otwierał nie ten, dzięki którego zaangażowaniu powstała, lecz ktoś nie budzący kontrowersji w Warszawie.
Choć sprawa Muzeum Śląskiego nie jest jedyną przyczyną decyzji RAŚ, to w niej właśnie kumulują się patologie trapiące samorząd i relacje polsko-śląskie. Pozostanie w koalicji oznaczałoby milczącą zgodę na wasalne podporządkowanie władz województwa warszawskiej centrali, na polityczną ingerencję w działalność instytucji kultury, a także na mentalną kolonizację regionu. „Patriotyczna polityka historyczna”, o której mówi prezydent Komorowski, jest bowiem w istocie próbą narzucenia jednowymiarowego, opartego na polonocentrycznym kodzie spojrzenia na historię Górnego Śląska. Spojrzenie to stanowi nieznaczną modyfikację modelu odziedziczonego po PRL. Nie przez przypadek podzielający troskę prezydenta o „polskość Górnego Śląska” redaktor Piotr Semka stawia publikacje wydane w czasach realnego socjalizmu ponad najnowszymi opracowaniami naukowymi. W tych ostatnich dostrzegając erozję „polskiego ducha”.
Zakończył się dwuletni karnawał, związany z udziałem RAŚ w koalicji rządzącej województwem śląskim. Był to czas szczególnego rozbudzenia śląskości. W publicznej debacie zabrzmiały doniośle głosy długo tłumione. Pojawiły się szeroko dyskutowane dzieła literackie i spektakle teatralne, które przez lata kształtować będą tożsamość mieszkańców regionu. Przekroczyliśmy Rubikon.
Trwa ładowanie komentarzy...