Wygłoszona przez redaktora Warzechę apologia wielości dróg, którymi chadza myśl obywateli Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, zakłada jednak pewne ograniczenia. Nie wszyscy mają prawo do niewinnego niezadowolenia, które można i należy traktować z pobłażliwością. "Gdyby coś takiego powiedział RAŚ, że mu się Polska nie podoba to to już by było niebezpieczne" – przestrzegł patriotycznie rozbudzony komentator dziennika „Fakt”.
Użycie koniunktiwu w cytowanej wypowiedzi wskazuje na uśpienie rewolucyjnej czujności redaktora Warzechy. Ruch Autonomii Śląska o tym, że nie podoba mu się Polska taka, jaką jest – scentralizowana, kpiąca z idei samorządności, lekceważąca tożsamość, historię i kulturę części swych obywateli – mówi od dawna. Publicznie, wprost i bez ogródek. Niebezpieczeństwo nie jest zatem potencjalne – występuje tu i teraz. Panie Redaktorze, wróg stoi już u bram i naigrywa się, krzywiąc gębę w grymasie niezadowolenia. O, mniej więcej tak.
Na tym jeszcze nie koniec. RAŚ ośmiela się proponować zmiany tego, co w Rzeczypospolitej mu nie odpowiada. Kto to widział, by pogrobowcy Czai i Hupki na swoją modłę próbowali Polskę i Polaków urabiać? Landyzować, albo wprowadzać inne germańskie obyczaje? Niektórzy nie tęczę „pedalską”, lecz Polskę całą podpalić by chcieli. I wiadomo, jakimi zapałkami!
