Przebierańcy z Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy orzeczeniem w sprawie Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej wystawił Rzeczypospolitej fatalne świadectwo. Nawet jeśli przyjąć, że jego decyzja z zawartym w komunikacie osobliwym uzasadnieniem wynika nie z dyspozycyjności, lecz ze specyficznej dyspozycji umysłu, trudno oprzeć się wrażeniu, że w sędziowskie togi przebrali się publicyści i politycy.

Sąd Najwyższy orzekł, że Ślązacy nie są narodem. Tyle, że o to nikt sędziów nie pytał. Ich opinia w tej materii ma równą wartość, co pogląd Janusza Palikota na istnienie Boga. Miarą oderwania składu orzekającego od właściwego przedmiotu prawnego sporu jest samo odwoływanie się do pojęcia narodu. Pojęcia, które w statucie i nazwie Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej w ogóle nie figuruje. W dokumentach SONŚ mowa jest bowiem o świadomości narodowej i narodowości. A o narodowości polskie prawo wypowiedziało się wyłącznie w Ustawie o narodowym spisie powszechnym ludności i mieszkań, definiując ją jako „deklaratywną, opartą na subiektywnym odczuciu, indywidualną cechę każdego człowieka, wyrażającą jego związek emocjonalny, kulturowy lub związany z pochodzeniem rodziców, określonym narodem lub wspólnotą etniczną”.


Jak wynika z zamieszczonego na stronie internetowej Sądu Najwyższego komunikatu, skład orzekający udzielił odpowiedzi również na inne niezadane pytania. Dokonał oceny dążeń do autonomii regionalnej, uznając je za zagrożenie dla integralności państwa i za niezgodne z konstytucją. Tym samym podważył decyzje sądów, które wielokrotnie rejestrowały zmiany w statucie Ruchu Autonomii Śląska. Za każdym razem bowiem ocenie sądu podlegała całość dokumentu, w którym o dążeniu do autonomii mówi się wprost, bez ogródek. Naturalną konsekwencją opinii zawartej w komunikacie, powinna być delegalizacja RAŚ. Nie mogę się doczekać, Panowie Sędziowie!

Nie sposób decyzji Sądu Najwyższego, który sprawia wrażenie, jakby nie zadał sobie nawet trudu lektury statutu SONŚ, wywieść z obowiązującego w Polsce prawa. Sądzę, że – jeśli sąd w Opolu, do którego wróci sprawa, podąży za sugestiami Sądu Najwyższego – wytłumaczy to państwu polskiemu Europejski Trybunał Praw Człowieka. W wymiarze wizerunkowym może być to lekcja bardzo kosztowna i upokarzająca. Zwłaszcza dla państwa, które uczyć chce Ukraińców europejskich standardów.
Gdybym był skory do wzruszeń, zapłakałbym. Nie nad Ślązakami, lecz nad Polską. Sąd Najwyższy wystawił bowiem Rzeczypospolitej fatalne świadectwo. Nawet jeśli przyjąć, że jego decyzja z zawartym w komunikacie osobliwym uzasadnieniem wynika nie z dyspozycyjności, lecz ze specyficznej dyspozycji umysłu, trudno oprzeć się wrażeniu, że w sędziowskie togi przebrali się publicyści i politycy. I popolitykowali sobie ku uciesze tej części społeczeństwa, dla której od poszanowania prawa ważniejsza jest zgodność sędziowskich werdyktów z jej poglądami.

Sądowe orzeczenie nie powstrzyma procesów tożsamościowych, które dokonują się na Górnym Śląsku. Spowoduje jedynie radykalizację postaw i zatruje relacje między większością a mniejszością. Reprezentująca państwo instytucja przejęła wykluczającą narrację nacjonalistycznych publicystów. Nic dziwnego zatem, że wielu Ślązaków wątpi dziś w to, czy po drugiej stronie jest partner gotowy do dialogu. W tej sytuacji apolskość części z nich i przekonanie o lichości polskiego państwa przerodzić mogą się w antypolskość i postrzeganie Rzeczypospolitej jako wroga. Zamykając kolejne furtki, ograniczając możliwość legalnego realizowania śląskich pragnień, państwo wchodzi na ścieżkę konfrontacji. Polsko, nie idź tą drogą! W tym konflikcie nie będzie zwycięzców.
Trwa ładowanie komentarzy...