Gdzie Londyn, gdzie Krym…

W ostatnim czasie odżyły nad Wisłą lęki przed rosyjskim ekspansjonizmem. Rosja jednak już tu jest – od dawna. Okupuje ludzkie umysły, określa horyzonty wyobraźni, myślenie o państwie i społeczeństwie.

Początek publicznej zbiórki podpisów pod obywatelską inicjatywą dopisania śląskiej mniejszości etnicznej do Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych i języku regionalnym zbiegł się w czasie z oświadczeniem brytyjskiego rządu, który zapowiedział uznanie za mniejszość narodową Kornwalijczyków. O decyzji poinformował podczas wizyty w Kornwalii naczelny sekretarz skarbu, Danny Alexander, komentując ją następująco: „Kornwalijczycy mają dumną historię i odrębną tożsamość. Jestem zachwycony, że zdołaliśmy to oficjalnie uznać i zapewnić Kornwalijczykom status równy innym mniejszościom w Zjednoczonym Królestwie”.


Wcześniej Londyn zainicjował poszerzenie autonomii Walii, tłumacząc to potrzebą przekazania Walijczykom instrumentów pozwalających włączyć się do konkurencji między europejskimi regionami. Na wrzesień bieżącego roku zapowiedziano też referendum w sprawie niepodległości Szkocji. Sondaże wskazują, że zwolennicy secesji pozostają w mniejszości – większość Szkotów woli korzystać z autonomii w ramach Zjednoczonego Królestwa. Ważne jest jednak to, że rząd Wielkiej Brytanii uznał, iż o przyszłości Szkocji winni decydować sami zainteresowani.

Ruch Autonomii Śląska i zaprzyjaźnione górnośląskie stowarzyszenia kroczą drogą przetartą przez zwolenników brytyjskiej dewolucji. Polem bitwy o realizację śląskich celów – autonomii regionalnej i uznania śląskiej tożsamości, taką jaką jest, a nie jaką chciałby ją widzieć rząd – są sale sądowe, studia telewizyjne czy akademickie aule, gdzie prowadzone są dyskusje i toczone spory. Nie ma śląskiego Majdanu czy anty-Majdanu. Nie ma śląskiego Symferopola czy Słowiańska.

Czym wytłumaczyć zatem, że część polskiej opinii publicznej komentując rozwój sytuacji na Górnym Śląsku niczym pijany płotu czepia się porównań do Ukrainy? Narzucające się w oczywisty sposób odniesienia brytyjskie są bagatelizowane, jakby przynależność Rzeczypospolitej do Unii Europejskiej była jakąś ułudą. Najwyraźniej z perspektywy wychowanych na romantycznych mitach przedstawicieli polskich elit śląskie dążenia rozgrywają się w scenografii mało atrakcyjnej. Paragrafy i argumenty to broń mniej efektowna niż karabin snajperski czy AK-47.

W ostatnim czasie odżyły nad Wisłą lęki przed rosyjskim ekspansjonizmem. Rosja jednak już tu jest – od dawna. Okupuje ludzkie umysły, określa horyzonty wyobraźni, myślenie o państwie i społeczeństwie. A Londyn, Edynburg czy Cardiff? Są bardzo daleko.
Trwa ładowanie komentarzy...